Reklama
  • Poniedziałek, 13 marca (08:00)

    Ile może wytrzymać ludzki mózg?

Uderzenie w głowę – ułamek sekundy, który może odmienić życie. Do tej pory nader często lekceważono zagrożenie, jakim jest wstrząśnienie mózgu. Tymczasem w wielu przypadkach jego długofalowe następstwa są po prostu fatalne.

Futbol amerykański to cały świat Juniora Seau. Jest sportowym bohaterem, multimilionerem, kibicują mu setki tysięcy fanów. Od 20 lat wychodzi na boisko, by grać i... ryzykować życie. Ten znakomity zaliniowy ponad 1800 razy z rozpędu zderza się z zawodnikami przeciwnej drużyny i odnosi przy tym liczne lżejsze lub cięższe urazy mózgu.

Reklama

W maju 2012 roku popełnia samobójstwo strzałem z pistoletu. Wiadomość o tym wydarzeniu lotem błyskawicy obiega cały glob – i przypomina o innej podobnej tragedii. Rok wcześniej były zawodowy futbolista Dave Duerson nie mógł znieść powolnego rozpadu tkanki mózgowej, będącego efektem uprawiania tej niebezpiecznej dyscypliny, i również postanowił odebrać sobie życie.

W ciągu ubiegłych 25 lat aż 14 amerykańskich sportowców zdecydowało się na to dramatyczne posunięcie. Dlaczego? Co wydarzyło się w mózgach tych mężczyzn i pchnęło ich do tak desperackiego kroku?

Niewidzialny wróg w głowie

Dwudziestego drugiego czerwca 2002 roku Panamczyk Pedro Alcázar traci tytuł mistrza świata w wadze junior koguciej na rzecz meksykańskiego boksera Fernando Montiela. Chociaż tego wieczora 26-latek inkasuje ogromną liczbę ciężkich uderzeń, po zakończonej walce lekarze ringowi uznają go za zdrowego. Nie znajdują żadnych symptomów uszkodzenia mózgu.

Dzień później Alcázar pakuje w hotelowym pokoju swoje rzeczy przed wyjazdem na lotnisko, gdy niespodziewanie traci przytomność. Trafia do szpitala, ale lekarzom nie udaje się go uratować – umiera na skutek ciosów otrzymanych poprzedniego wieczoru. Ich liczba, siła i celność spowodowały, że przerwane zostały naczynia krwionośne między oponą twardą a czaszką i powstał krwiak.

Aby zamortyzować siłę uderzeń w głowę – u Witalija Kliczki wynosi ona 430 kG – pięściarze muszą dysponować rozbudowaną muskulaturą karku. Jednak im dłużej trwa walka, tym mniej skuteczny jest ten mechanizm obronny. Liczba groźnych dla mózgu ciosów rośnie z każdą rundą. Doktor Stanisław Kwiatkowski pracuje w Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie.

Istotną częścią jego codziennej praktyki lekarskiej są urazy czaszkowo­‑mózgowe, określane najczęściej mianem wstrząśnienia mózgu. Przybywający do niego pacjenci skarżą się na typowe objawy: bóle i zawroty głowy, nudności, zaburzenia wzroku i pamięci. Często są wśród nich młodzi sportowcy.

Upadki na nartach, snowboardach i rowerach, zderzenia na boiskach piłkarskich... Lista „kontuzjo­gennych” dyscyplin jest długa. Trafiają do niego także ludzie niemający nic wspólnego z wyczynowym wysiłkiem fizycznym – są to głównie nieletnie ofiary wypadków samochodowych lub ci, którzy po prostu mocno uderzyli się w głowę.

Lekarze stają wtedy przed pierwszym z serii problemów: tomografy komputerowe często nie wykazują urazów wstrząsowych, zwłaszcza gdy te są mikroskopijnej wielkości...

Chemiczna reakcja łańcuchowa

– Już jedno wstrząśnienie mózgu może mieć poważne, długofalowe następstwa – ostrzega dr hab. Stanisław Kwiatkowski. Według raportu zamieszczonego w „British Journal of Sports Medicine” 80–90% tego typu urazów nie pozostawia po sobie trwałych obrażeń, chociaż nawet te najlżejsze wymagają od 7 do 10 dni leczenia.

Ich następstwem nie są bowiem jedynie strukturalne przekształcenia tkanki, ale i chemiczne zmiany, które wpływają na nasze samopoczucie. Bezpośrednio po uderzeniu komórki nerwowe mogą być do tego stopnia uszkodzone, że zaburzeniu ulega mechanizm tzw. pompy jonowej, sterującej w ich wnętrzu stężeniem jonów sodu i potasu.

To dość abstrakcyjnie brzmiące zjawisko prowadzi do dobrze znanych niemal każdemu objawów, takich jak błyski w oczach czy dzwonienie w uszach – w zależności od tego, które neurony i w jakich regionach mózgu doznały urazu. Do momentu przywrócenia chemicznej równowagi w naszej „centrali” zostają one po prostu wyłączone z systemu przekazywania bodźców. Reakcja obronna obejmuje także komórki leżące w bezpośrednim sąsiedztwie – one również przestają być aktywne. Im więcej z nich się wyłącza, tym wyraźniej nasilają się takie objawy, jak luki w pamięci, utrata orientacji w przestrzeni czy omdlenia.

Próbując zregenerować ubytki w pierwszych 30 minutach po stłuczeniu, mózg zużywa ogromne ilości zawartej we krwi glukozy, co z kolei prowadzi do zwiększonej produkcji kwasu mlekowego i w efekcie – upośledzenia funkcjonowania centralnego układu nerwowego.

W tym momencie właściwie rozpoczęte leczenie jest szczególnie istotne: trwałych skutków uderzenia zwykle nie da się usunąć, ponieważ neurony potrafią się regenerować tylko w ograniczonym stopniu. Dlatego tak ważne jest, jaką decyzję podejmą lekarze. – Częstym problemem są obrzęki mózgu.

Wynika to z faktu, że jest on umieszczony w twardej, nieelastycznej powłoce, czyli czaszce – tłumaczy dr Kwiatkowski. Jeśli jego objętość znacząco wzrasta, to ciśnienie w głowie staje się tak duże, że zahamowany zostaje przepływ krwi.

Uszkodzenia tkanek są wtedy nieuniknione, stąd głównym zadaniem zespołu ratunkowego jest zmniejszenie ciśnienia ­wewnątrzczaszkowego i obrzęku – w razie potrzeby także operacyjnie przez zabieg tzw. trepanacji. To, co zaczęło się od „zwykłego” zaburzenia gospodarki jonami sodu i potasu, rozwija się niczym chemiczna reakcja łańcuchowa.

Uszkodzenia błon komórkowych sprawiają, że do neuronów wnikają jony wapnia, czego skutkiem jest drastyczne pogorszenie się ich zdolności do przewodzenia. Musi minąć wiele dni, zanim w mózgu zostanie przywrócona równowaga. Do tego czasu jego funkcje są ograniczone, a wrażliwość na urazy – znacznie podwyższona.

Co jednak dzieje się, kiedy nasza „centrala” bezustannie narażona jest na lżejsze i cięższe wstrząsy, i to w sytuacji, gdy wcześniejsze uszkodzenia nie zostały jeszcze całkowicie wyleczone? Jeffa Astle’a nazywano królem. W latach 1964–1974 strzelił dla swojego klubu West Bromwich Albion 137 goli – z czego wiele z „główki”. Dziewiętnastego stycznia 2002 roku emerytowany piłkarz stracił przytomność i trafił do szpitala.

Nie udało się go uratować. Lekarz przeprowadzający sekcję zwłok był zaskoczony. Podczas autopsji stwierdził, że przyczyną śmierci było nagromadzenie mikrouszkodzeń tkanki mózgowej – spowodowanych przez częste odbijanie ciężkiej, skórzanej piłki głową. Żona Astle’a zdradziła, że pierwsze symptomy degeneracyjnej choroby mózgu pojawiły się u niego już w 1997 roku.

Na początku lat 90. u innego brytyjskiego piłkarza ­Danny’ego Blanchflowera zdiagnozowano objawy przypominające choroby Alzheimera i Parkinsona, wywołane prawdopodobnie również urazami głowy. Dzisiejsze piłki są wprawdzie lżejsze niż te pół wieku temu, ale zagrożenie wynikające z częstego główkowania nadal istnieje.

Czy futbol może zmienić osobowość?

Dwudziestego czwartego września 2002 roku zmarł także Mike Webster. Były zawodowy gracz futbolu amerykańskiego dożył raptem pięćdziesiątki. Przyczyna zgonu: zawał serca. Gdy lekarze dokonujący sekcji zwłok otworzyli jego czaszkę, ich oczom ukazał się zaskakujący widok.

Były to rozprzestrzenione złogi proteiny oznaczonej symbolem tau, charakterystycznej dla choroby Alzheimera. I choć Webster nie cierpiał na tę dolegliwość, doktor Bennet Omalu z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis dowiódł, że sportowiec padł ofiarą dającej podobne symptomy przewlekłej encefalopatii pourazowej. To schorzenie degeneruje tkankę mózgu i objawia się stanami otępiennymi.

Przez lata upośledza najważniejsze funkcje centralnego organu i doprowadza do nieodwracalnych zmian osobowości. Charakterystyczne oznaki takiego procesu to utrata pamięci, zaburzenia postrzegania i oceny, depresja oraz wzrost poziomu agresji. Z czasem rozwija się pełny obraz kliniczny demencji.

Przez długie lata encefalo­patia pourazowa diagnozowana była jedynie u martwych sportowców. Potem zaczęto ją wykrywać na podstawie badań encefalograficznych, tomograficznych i testów ­psychologicznych. W 2013 roku grupa naukowców z Uniwersytetu Kalifornijskiego pod kierownictwem profesora neurologii Gary’ego Smalla odkryła proteinę tau u pięciu żyjących eksfutbolistów.

Złogi powstały w głębokich strukturach mózgu, takich jak ciało migdałowate, w którym rodzą się lęki oraz niepokoje, a także w niezwykle ważnym dla pamięci ­krótko- i długotrwałej hipokampie.

Te odkrycia skłaniają do wniosku, że choć bezpośrednią przyczyną śmierci Webstera był zawał serca, to już o wiele wcześniej lżejsze oraz cięższe urazy spowodowały spustoszenie w jego mózgu.

Grupa dziewiętnastokrotnie podwyższonego ryzyka

Styczeń 2009 roku. Do zakończenia meczu fazy ­play-off między Baltimore Ravens i Pittsburgh Steelers pozostały cztery minuty. Baltimore znajduje się w trudnej sytuacji, przegrywając 14 do 23. Joe Flacco wykonuje długie podanie do wychodzącego na pozycję biegacza Willisa McGahee’ego. Ten łapie piłkę w powietrzu, obraca się i ułamek sekundy później zderza w pełnym pędzie z obrońcą Ryanem Clarkiem. McGahee pada na murawę jak rażony piorunem.

Ze stadionowych głośników dudni melodia zespołu Creedence Clearwater Revival Down On The Corner, ale zawodnik nie może się samodzielnie poruszać i opuszcza boisko niesiony na noszach. Jak się okazało, sportowiec doznał ciężkiego wstrząśnienia mózgu. Neurolog Robert Cantu obliczył, że podczas takiego uderzenia na naszą „centralę” działają siły porównywalne z tymi, jakie powstają przy spotkaniu samochodu jadącego z prędkością 70 km/h z betonową ścianą.

Wypadki tego typu zwróciły uwagę naukowców i lekarzy na urazy mózgu wśród graczy profesjonalnej ligi futbolu amerykańskiego (NFL). Badania przeprowadzone na emerytowanych zawodnikach wykazały, że w wieku 30–49 lat ryzyko wystąpienia demencji, zaburzeń pamięci i schorzeń otępiennych przypominających chorobę Alzheimera jest u nich 19 razy wyższe niż u osób nieuprawiających tej dyscypliny.

Czy ligowi profesjonaliści mogą się przed tym w jakikolwiek sposób bronić? Przy wytwarzaniu nowych kasków ochronnych współpracują producenci, przedstawiciele NFL i amerykańska armia. Michael Collins z Uniwersytetu w Pitts­burghu jest mimo wszystko sceptyczny:

– Do wstrząśnienia mózgu dochodzi, ponieważ porusza się on wewnątrz czaszki. Zachowuje się tam jak żółtko w skorupce jajka i przed przemieszczaniem się nie jest w stanie go uchronić nawet najwytrzymalszy kask. Dlatego tak ważny jest rozwój właściwych form terapii pourazowej.

Po wielu nieudanych próbach swoich kolegów dr Rick Sponaugle doszedł do obiecujących wyników. – Problem powstaje, gdy zaopatrzenie mózgu w krew przestaje właściwie funkcjonować – wyjaśnia. Dlatego też zaleca swoim pacjentom specjalne leki oraz dietę, która ma zapewnić dostateczne ukrwienie. Innowatorską metodę zastosował już u ponad 8 tysięcy chorych, w tym wielu zawodowych graczy futbolu amerykańskiego.

Jednak Dave Duerson nie doczekał się fachowej pomocy. Miał zaledwie 51 lat, ale jego „centrala” przypominała organ dziewięćdziesięciolatka w rozwiniętym stadium choroby Alzheimera. Duża część neuronów zdążyła obumrzeć lub ulec degeneracji.

Zaawansowana ­demencja, afazja (zaburzenia mowy), utrata orientacji – były gracz futbolu amerykańskiego nie chciał już dłużej żyć w ten sposób.

Zanim 17 lutego 2011 roku przyłożył sobie pistolet do klatki piersiowej i pociągnął za spust, napisał w krótkim pożegnalnym liście do rodziny, że pragnie, aby jego mózg trafił do lekarzy i naukowców ze Szkoły Medycznej Uniwersytetu w Bostonie. Czyli tam, gdzie prowadzone są badania nad przewlekłą encefalopatią pourazową wśród profesjonalnych futbolistów...

Co się dzieje w głowie podczas uderzenia?

Jeśli cios jest silny, w mózgu dochodzi do poważnych uszkodzeń komórek nerwowych. Mogą one powstać zarówno w miejscu kontaktu, jak i po przeciwnej stronie. Siła bezwładności powoduje, że nasza „centrala” dwa razy uderza o wnętrze czaszki.

Naukowcy nazywają to mechanizmem podwójnego odbicia (ang. coup–contre coup). Podczas stłuczenia na mózg wpływają dwie różne siły. Pierwsza skierowana jest prostopadle do głowy.

Bardziej niebezpieczna jednak jest ta druga, działająca po spirali – tego typu uderzenia bardzo często zdarzają się w boksie. Ich moment obrotowy sprawia, że tkanka ulega nie tylko stłuczeniu, ale także skręceniu i rozerwaniu.

Czy główkowanie może zepsuć mózg?

Ponad 265 milionów ludzi na całym świecie gra w piłkę nożną. Michael L. Lipton i jego koledzy z Kolegium Medycznego im. Alberta Einsteina są przekonani, że częste uderzanie piłki głową może spowodować takie same szkody jak wstrząśnienia mózgu.

Poddane badaniom osoby, które szczególnie chętnie główkowały, wypadały gorzej w testach pamięci oraz psychomotorycznych. Negatywne skutki stawały się zauważalne przy 885–1550 odbić piłki rocznie.

Poniżej tego zakresu nie zaobserwowano żadnych nieprawidłowości. Naukowcy mają zamiar dokładniej zbadać to zagrożenie, ale już teraz neurolog John J. Doherty twierdzi: – Z medycznego punktu widzenia granie głową powinno zostać zabronione.

Zobacz również

  • Nie rozumiem, nie pamiętam... – bywa, że 40-latek ma gorszą zdolność koncentracji i pamięć niż osoba 70-letnia. Sprawdźmy, co sygnalizują takie kłopoty i jakie zmiany warto wprowadzić. więcej

Twój komentarz może być pierwszy

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.